wtorek, 13 stycznia 2015

Od Vanitas'a CD Shiki

Shiki zdawała się być niczym mała wyrocznia, ponieważ jej myśli o krwiożerczych stworach, łaknących ludzkiego mięsa postanowiły wyjść nam na spotkanie. Wiedziałem już, że bez walki się nie obejdzie, ponieważ wróg nie znajdował się wystarczająco daleko, aby umknąć niepostrzeżenie w jakąś leśną uliczkę, mieszczącą się nieopodal. Przeklnąłem pod nosem po czym uniosłem broń na wysokość głowy. Wycelowałem prosto między oczy potwora: jeżeli podejdzie choćby o metr, trafię bez najmniejszego problemu. Stałem w miejscu niczym kamienna rzeźba, której nie straszny zimny deszcz czy lodowaty wiatr. Nawet nie wiem czy w tej chwili mrugnąłem chociażby raz. Owym przeciwnikiem okazał się być wilkor - olbrzymi wilk wielkości małego konia. Bestia szczekała i ujadała, ukazując rzędy ostrych zębów. Jej spojrzenie pełne nienawiści przypominało wzrok mojego najgorszego wroga przez którego znalazłem się w tym cholernych miejscu. Nie namyślając się zbyt długo, oddałem pierwszy strzał. Trafiłem, ale nabój przebił jedynie prawą łopatkę, nie czyniąc wilkorowi większej krzywdy. Potwór warknął ze złości wymieszanej z furią, a następnie zaczął szarżować w naszą stronę. Chciałem strzelić raz jeszcze, ale Shiki odepchnęła mnie mocno, błyskawicznie dobyła noża, ciskając w kierunku pędzącego olbrzyma. Lecąca broń pozbawiła potwora ucha jednym, gładkim cięciem, które z plaskiem wylądowało na podłodze. Zwierzę zaskomlało żałośnie, znikając w leśnym buszu.
***
Stałem w miejscu, zastanawiając się dlaczego tym razem moja celność zawiodła.
- Nie pozwolę ci umrzeć. Jeszcze nie teraz. - powiedziała dziewczyna, wyraźnie zadowolona z tego, że ocaliła chłopaka o połowę wyższego od niej samej.
- Poradziłbym sobie. - rzekłem, krzyżując ręce na piersi. - Miałaś farta i tyle. Gdyby był bliżej, trafiłbym.
Shiki pokiwała głową, wyższość malowała się na jej bladej, diabelnej twarzyczce.
W odpowiedzi jedynie westchnąłem głośno. Przeczesałem ręką wilgotne od deszczu włosy i spojrzałem w dal. Wokół ani żywej duszy, zupełnie jakby świat umarł swoją własną, cichą śmiercią nie pozostawiającą zwłok ludzkich. Lekki dreszcz przeszedł mą towarzyszkę wraz z kolejnym podmuchem chłodnego wiatru. Niósł ze sobą głosy oraz ryki ukrywających się w pobliżu krwiożerczych paskud. Postanowiliśmy przeczekać ulewę w jednym z pobliskich domost. Ja trzymałem straż, a diabełek tymczasem poszukiwał czegoś pożytecznego: broni, jedzenia i wody. Nie ukrywam, że pragnienie nękało mnie już od jakiegoś czasu, jednak nieokazywanie jakiejkolwiek słabości była mym kluczowym celem. Słabość oznaczała śmierć na którą nie mogłem sobie teraz pozwolić, zwłaszcza bez charakterystycznego dla Grupy Czarnej bonusu. Objąłem rękami ramiona, starając się w jakiś niewytłumaczalny sposób ogrzać, ale moje ciało przestało od dawna przestało produkować ostatnie pokłady ciepła. Mimo to, nie odczuwałem wychłodzenia jakoś specjalnie dotkliwie. Kiedyś razem z kumplami organizowaliśmy zawody kto jest wytrzymalszy. Prawie zawsze wygrywałem dzięki czemu wiedziałem, że byle co nie jest w stanie mnie zatrzymać.
- Znalazłam tylko parę batoników. Powinno wystarczyć na zaspokojenie podstawowego łaknienia. - z przemyśleń wyrwał mnie ten demoniczny, słodki głosik...
Rzuciła czekalową słodycz w moim kierunku, a sama zajadała jedną z nich. Schowałem go do kieszeni skórzanej kamizelki - wkrótce może się okazać czymś naprawdę cennym.
- Nim natknęliśmy się na wilkora, wspominałaś coś o jakimś Gorgornie... To twój chłopak?
Zapytałem z czystej ciekowości, albowiem nie miałem nic innego do roboty, a chciałem nawinąć jakiś sensowny temat do rozmowy.


<Shiki?>