Mokre ubranie lepiło się do ciała. To uczucie nie było moim ulubionym, wręcz czułam ogromny dyskomfort. Deszcz padał obficie, uderzając z wielką siłą w żwirową drogę, a końca ulewy nie było widać. Słysząc wściekłe ujadanie psów, ruszyłam szybciej, czując jak w stopy wbijają mi się ostro zakończone kamienie. Stare poniszczone trampki, nie dawały już żadnej ochrony, ponieważ podeszwy się zdarły, a materiał osłaniał jedynie część nóg w tym palce i kostki. Ciemna uliczka, wydawała się być jedynym ratunkiem przed ujrzeniem ludzi. Skryłam się za blado-niebieskim kontenerem i obserwowałam uliczkę, oświetlaną jedynie przez niewielką lampę i przylegające do niej ogromne ćmy.
- Widzisz Gorgorn? Nie złapią mnie... Nigdy mnie nie złapią.
Spojrzałam na swoje pokaleczone nogi, owite ciemnością uliczki, które rozbłysnęły nagle światłem latarki. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje, ale na reakcję było stanowczo za późno. Dałam susa w bok i poczułam uderzenie, było ono na tyle silne, by zwalić mnie z nóg...
***
Schowałam oba sztylety w kieszeni spodni i skinieniem głowy podziękowałam nowo poznanemu chłopakowi. Podeszłam szybkim ruchem do spróchniałego okna i przejechałam rękawem, po brudnej szybie by rozjaśnić obraz na sytuację. Niebo pociemniało, a za horyzontem, unoszącym się nad wysoką wieżą, zauważyłam jaśniejącą smugę. Ciemne chmury naszły na soczyście pomarańczowe niebo zagłuszając zachodzące słońce. Zachmurzenie znaczyło jedno - wkrótce nadejdzie burza. Co za tym idzie, nieboskłon przysłoni gruba warstwa chmur i nie będę mogła orientować się za pomocą gwiazd. Wybiegłam na dwór i spojrzałam nerwowo do góry, chcąc odnaleźć chociaż jedną migoczącą skałę. Moje ciało odprężyło się dopiero wtedy, gdy zobaczyłam gwiazdozbiór Wielkiego Wozu. Szybko określiłam kierunek północny, dzięki temu wiedziałam gdzie się znajduję.
- Będzie burza - wyszeptałam kierując, oczy Venitas'a , w stronę kierunku zachodniego.- Tam skumulowały się chmury, sądząc po częstotliwości uderzania błyskawic i szybkości wiejącego wiatru - wyciągnęłam nóż i poczęłam pisać ostrzem po ręce - burza będzie tutaj za około pół godziny.
Wiatr wzmógł się nieco i teraz poczuliśmy przeszywający chłód.
- Chodźmy... - usłyszałam cichy szept Venitas'a. Wskazał ręką w stronę ciemnej uliczki, między dwoma kwadratowymi domami.
Przytaknęłam i ruszyłam obok niego, co chwilę oglądając się za siebie, jakby coś nagle miało wyskoczyć z ciemności i wbić coś ostrego w moje gardło. Droga, którą szliśmy była niezwykle kręta, ale i szeroka. Przypominała drogę główną, na której czasami znikąd pojawiają się pułapki. Dziwiłam się, że jeszcze nie spotkaliśmy żadnego stworzenia bądź rośliny, która skora by była do zjedzenia kogoś z nas. Niebo przecięłam na wpół błyskawica, a po chwili zaczął padać obficie deszcz.
- To teren Gorgorna.. - wyszeptałam cicho do siebie.
Poczułam jak chłopak łapie mnie za ramię i zatrzymuje. Spojrzałam na niego i od razu zrozumiałam o co chodzi. Coś lub ktoś, stało nam na drodze...