Spokojnie skończyłem ładować broń. Większy kaliber zawiesiłem na wolnym ramieniu. Dwa mniejsze rewolwery znalazły miejsce w kaburach zapiętych na czarnych szelkach. Przypiąłem jeszcze do paska dwa długie noże myśliwskie. Chyba wszystko...
- Birgitta Petitrose - dopiero teraz zwróciłem uwagę na słowa dziewczyny stojącej ode mnie jakieś kilkadziesiąt metrów - Chcę sojuszu. Razem zwiększymy swoje szanse...
- Uspokój się. - wszedłem jej w słowo, wolnym krokiem pokonując dzielącą nas odległość - Nie zamierzam nikogo zabijać. Przynajmniej, jeśli nie zostanę do tego zmuszony.
Zmierzyła mnie uważnym wzrokiem, jakbym był obcym nie z tej planety.
- Nie wiesz co to za miejsce? - spytała zdziwiona.
- Z tego co usłyszałem, jesteśmy w labiryncie i mamy pozabijać siebie nawzajem dla kaprysu jakiegoś chorego idioty.
- W mojej dzielnicy często dochodziło do porwań. - posmutniała nagle i wbiła wzrok w przestrzeń ponad moją głową - Przygotowywałam się do tego dnia, bo gdzieś w głębi umysłu wiedziałam, że przyjdzie i moja kolej.
- No to masz pewną przewagę. - wyjąłem rewolwer i sprawdziłem bębenek - Wychowałem się na skraju lasu z dala od ludzi, polując na bestie jego pokroju. - końcem lufy wskazałem na truchło niedźwiedzia i z trzaskiem zamknąłem magazynek - Będziemy tu tak stać i czekać aż ktoś nas odstrzeli czy poszukamy schronienia? Leo. - wyciągnąłem dłoń - Leo da Vinci, tymczasowy sojusznik.
Uścisnęliśmy sobie dłonie i wkroczyliśmy w ciemny las. Zastanawiałem się tylko jak szybko Birgitta strzeli mi w plecy, gdy tylko znajdzie kogoś należącego do własnej grupy. "Ludziom nigdy nie należy ufać do końca" - tak zawsze mawiał mój ojciec, a teraz miałem okazję przekonać się ile warte są jego słowa.
- Najpierw powinniśmy znaleźć coś do jedzenia i schronienie na noc. Proponowałbym drzewa, są o wiele bezpieczniejsze niż domki. Można przywiązać się do grubej gałęzi i przespać kilka godzin do świtu. Oczywiście zrobisz jak uważasz. - zmarszczyłem brwi, zdając sobie nagle sprawę jak gadatliwy jestem przy dziewczynie. Podróżując z ojcem porozumiewaliśmy się za pomocą samych gestów, by nie spłoszyć zwierzyny. Bywały czasy, ze nie odzywaliśmy się i przez kilka tygodni.
- Opowiedz coś o sobie Birgitto. - postanowiłem przerwać ciszę.
<Birgitto?>