Idealny czas na ruszenie się z domu. Niestety większość ze
spraw, jakie były do załatwienia w ciągu dnia, będzie musiała przełożyć
na jutro. Obecnie mogła co najwyżej zaspokoić domagający się od rana
żołądek. Taki miała też zamiar. Zamknąwszy drzwi na klucz, zbiegła po
schodach z ostatniego piętra. W międzyczasie dało się słyszeć wiązanki
niewybrednych wyzwisk i towarzyszący temu trzask tłuczonego szkła. Po
tym, jak to było w zwyczaju, odezwał się kobiecy krzyk, by przerodzić
jednostronne obelgi w zaciekłą kłótnię. Sąsiedzi spod czwórki, huh. Cóż,
dzień jak co dzień. Wzruszyła ramionami, bowiem interwencje i tak na nic
się zdawały. Można powiedzieć, że kończyły się nawet większą liczbą
poszkodowanych. Dobrze pamiętała, gdy pewnego razu sama skończyła z
podbitym okiem. Nie licząc już niezwykłych
ilości krwi, sączących się wtedy z nosa i rozciętej wargi. Od tamtego
czasu wolała się nie wtrącać. Tak samo reszta mieszkańców... Zresztą.
Pchnęła drzwi przy wyjściu z klatki i od razu skierowała swoje
kroki w stronę najbliższego całodobowego straganu. Będącego właściwie
jedynym takim, funkcjonującym dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Dobrze, że przynajmniej nie znajdował się na drugim końcu miasta. Sama
myśl o takiej ewentualności, wyrwała z ust dziewczyny zirytowane
prychnięcie. - Wtedy pewnie umarłabym z głodu... - Wyrzekła gdzieś w
przestrzeń, wpatrzona w czerń nocnego nieba. W czasie niespiesznego
marszu, coraz bardziej poczęła odczuwać, że jej obecność jedynie zakłóca
tę wręcz nieskazitelną ciszę. Nawet cichy huk zdawał się tu bardziej na
miejscu. Czekaj... Jaki znów huk? Rozejrzała się, jednak po obu stronach
drogi nie dało się dostrzec ani jednego żywego ducha. Wtem wzrok
jasnowłosej przyciągnęła wąska uliczka pomiędzy dwoma starymi,
kamiennymi budynkami. Nie. Nie, nie, nie. Nawet się nie waż. Ale nogi
jakby same powiodły ją w tamtym kierunku. Wrodzona ciekawość nie dałaby jej przejść obojętnie, toteż już po chwili stała skryta w cieniu
kamienicy, odcięta od światła ulicznych latarni. Nawet gdy oczy w miarę
przywykły do ciemności, wciąż ciężko było cokolwiek dostrzec. Ledwie
zauważalne kontury jakichś nieokreślonych obiektów i ta para czerwonych
ślepi, która jako jedyna była aż nazbyt wyraźna...
***
- M-Moja głowa.. - jęknęła cicho, masując obolały kark. Nim zdołała się rozejrzeć i cokolwiek sobie przypomnieć, usłyszała donośny głos, starszego mężczyzny.
- Jak wszyscy tu obecni wiedzą, że mamy rok 3045. Ludzkości żyje się coraz trudniej. Brak pożywienia, miejsc zamieszkania.
Epidemie się szerzą, a z życiem coraz większy kłopot. - głos mówiącego przeniósł się na bardziej szorstki i niższy - Każdy z was należy do jednej z pięciu grup. Przepaski znajdujące się na
waszych ramionach, określają wasz wariant do którego należycie ... Zawody te mają na celu
wyeliminowanie jak największej ilości ludzi. Przetrwać mogą MINIMUM dwie
osoby danej barwy..! - słysząc podkreślenie jednego z ostatnich słów, Aya zacisnęła palce w pięści, wbijając przy tym paznokcie w skórę. Nie chciała
reagować w tak emocjonalny sposób lecz w jednej chwili poczuła się jak
mokra szmata, którą z całym impetem szorowano właśnie ubłoconą podłogę. Nim się spostrzegła, wszyscy biegli jak opętani w kierunku masywnych drzwi, więc co jej pozostało? Dziewczyna pobiegła jak pozostali, nie oglądając się za siebie...
***
To już chyba kolejna godzina błąkania się po tym labiryncie bez najmniejszego celu. Siedemnastolatka starała się zachować zimną krew i poruszać się jak najciszej. W końcu, kiedyś ten spokój musiał zostać przerwany. Słysząc za plecami jakieś chichoty i ciche szepty, przyspieszyła kroku. Co chwilę spoglądała się za siebie, badając obcy teren. Jeszcze się jej nie śpieszyło na drugą stronę, więc o czujność trzeba zadbać. No właśnie, a propos czujności.. - B-Boli. - mruknęła pod nosem, orientując się po chwili, że leży na ziemi. Wzrokiem zaczęła badać twarz ciemnowłosego, starając się bardziej wtulić w ziemię. Widząc jednak kolor biały na jego ramieniu, uspokoiła się. Podniosła się z zamokniętego chodnika, z całej siły wzbraniając się przed
drżeniem całego ciała. Aya wyróżniała się nienagannym wyglądem. Jej jasne, aksamitne włosy podkreślały bladą, delikatną skórę twarzy.
Błękit oczu wybijał się spod gęstej grzywki, a kolczyki świeciły od blado świecącego jeszcze słońca.
- D-Dzień dobry.. - powiedziała cicho, korzystając z pomocy chłopaka.
<Devin? Jest supcio XD >