wtorek, 13 stycznia 2015

Od Tsugaru

Obudziłem się w dziwnym miejscu. Miałem sporę problemy z podniesieniem się.
Strasznie bolała mnie głowa. Gdzie ja jestem?
Podniosłem się i rozejrzałem się dookoła. Nie pamiętam, jak się tu znalazłem.
Usłyszałem jak coś ogłaszają, ciekawe co. Podszedłem bliżej megafonów, by lepiej słyszeć.
Dowiedziałem się że jestem w jakimś labiryncie. CUDNIE!!
Nie mam nic lepszego do roboty, tylko szlajanie się po pieprzonych korytarzykach.
Nie wchodzę w to gówno! Zaczęli objaśniać zasady gry. Czas się stąd zmywać.
Stanąłem jak wryty. Gdzie ja tylko znajdę wyjście?! Zacząłem dumać, nic nie przychodziło mi do głowy. Ech.. chyba będę musiał wziąć udział w tej „grze”.
Spojrzałem na swoje ramie, miałem na nim złotą przepaskę.
- Czyli należę do Złotych.. - mruknąłem do siebie.
Zaczęli odliczanie. Chyba powinienem znaleźć sobie jakiś sojuszników..
Dam sobie radę sam, odliczanie zakończone. 
Wszedłem śmiało do labiryntu. 
♠♠♠
- Cholera! - wrzasnąłem wściekły.
Błąkam się już parę godzin. Wydawało mi się że znalezienie drogi, nie może być aż tak trudne. Jak widać myliłem się. Jest to trudniejsze niż się zdaje.
Westchnąłem głośno i zastanowiłem się co dalej. Jak tak dalej pójdzie to szybko do domu nie wrócę. Co tu robić...co tu robić? Pustka....
Ruszyłem dalej, w końcu mi się uda, musi mi się udać. A jak nie? To będę miał problem.
Znów natrafiłem na ślepy zaułek, doprowadzało mnie to do szału. Wróciłem się i udałem się w przeciwną stronę. Chyba wcale nie zbliżam się do wyjścia, jeśli już to się od niego oddalam. Słabo orientuje się w terenie, nie mam nawet żadnej broni by obronić się przed napastnikami z innych drużyn. Jest ciężko, spojrzałem w niebo, zanim się obejrzałem, zaczął padać obfity deszcz. Płyn ściekał mi po twarzy, uświadomiłem że chcę się tylko „pobawić”. Kącik moich ust delikatnie się uniósł, pewnie wezmą mnie za wariata ich błąd.
Chyba za późno już na szukanie sobie sojusznika, ale... może kogoś znajdę.
Zarzuciłem kaptur na głowę, deszcz lał tak obficie że ledwo widziałem co mam przed sobą.
Wysunąłem jedną rękę, zacząłem nią machać, chciałem mieć pewność że nie walnę w ścianę.

<Koki?>