Otworzyłam oczy, czując się bardzo zmęczona. Powoli przyzwyczajałam się
do rażącego mnie światła, by po chwili wstać i rozejrzeć się po
otoczeniu. Nie byłam sama – obok mnie byli też inni ludzie, wstawiający z
ziemi. Przede mną znajdował się kamienny budynek z wieloma przejściami,
jedno było naprzeciw mnie. Nie to jednak zwróciło mą uwagę, a wielkość
pomieszczenia – nawet najwyższe wieżowce w miastach nie mogły się z nim
równać, a o szerokości lepiej nie mówić.
Odwróciłam głowę i spojrzałam na swoje ubranie – biały top i luźne,
czarne spodnie, czyli prosty komplet, niezbyt pasujący do mojej urody.
Jednak na lewym ramieniu zobaczyłam złotą, dość grubą przepaskę, a
spoglądając na innych ludzi spostrzegłam, że niektórzy mają inne kolory.
Ostatnim wspomnieniem, jakim mogłam sobie przypomnieć, było to, że
wyszłam z mieszkania i coś złapało mnie za rękę… tylko co? I jaki to
miało związek z tym miejscem?
Moje zamyślenia przerwał męski głos, nadający z prawdopodobnie jakiegoś
megafonu. Usłyszałam jeszcze kilka chrząknięć, gdy osoba ta przemówiła:
- Wyjaśnię wam zasady, panujące tutaj! – Brzmiał tak, jakby był z siebie
zadowolony. – Uczestniczycie w grze, a na początek, chciałbym życzyć
wam sukcesu! – Tutaj odchrząknął dwa razy.
- Każdy z was należy do jednej z pięciu grup. Przepaski znajdujące się
na waszych ramionach, określają wasz wariant do którego należycie. W
każdej grupie przypada po dziesięć osób. – tutaj przerwał na chwilę.
- Uczestnicy z danym kolorem są dla siebie sojusznikami, a reszta -
wrogami. Zawody te mają na celu wyeliminowanie jak największej ilości
ludzi. Przetrwać mogą minimum dwie osoby danej barwy! – Miałam wrażenie,
że rozmówca, którego nie widzę się uśmiecha.
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Spośród całej przemowy
zrozumiałam tylko, że moim zadaniem jest zabicie osób obok mnie, a ich
zadaniem jest zabicie mnie. Nagle doszła do mnie jedna rzecz.
Przypomniałam sobie słowa mężczyzny:
„Zawody te mają na celu wyeliminowanie jak największej ilości ludzi”
Mrucząc pod nosem powtarzałam sobie te wyrazy, próbując odgadnąć ich sens. Mój mózg zdawał się pracować wolniej niż zwykle.
„Zawody te mają na celu wyeliminowanie jak największej ilości ludzi”
Nie rozumiem. Zdecydowanie mówca pomylił się. Miał na myśli co innego. Przejęzyczył się.
„Zawody te mają na celu wyeliminowanie jak największej ilości ludzi”
On chce, żeby ludzie umierali jeszcze bardziej niż na co dzień. Chce
rozlewu krwi, który będzie oglądał sobie z góry. Chce, żebym zginęła…
Nie! Chce, żeby wszyscy zginęli.
- A teraz uwaga! – głos z megafonu znów się odezwał, tym razem
poważniej. – Każdy z was pobiegnie do wejścia naprzeciw. Radziłbym to
zrobić – zwłoka może okazać się zgubna – jednak pośpiech też. Na mój
sygnał można ruszać… UWAGA… START!
Nawet nie parzyłam się, czy ktoś za mną ruszył. Nie miałam zamiaru
ryzykować, więc prosto pobiegłam w stronę wąskiego przejścia. Gdy tylko
znalazłam się wewnątrz, kątem oka zobaczyłam, że przejście zamyka się za
mną. Nie zwalniałam jednak, nie patrzyłam się na otoczenie, skręcałam w
losowe uliczki.
Gwałtownie zatrzymałam się. Trafiłam na ślepy zaułek. Dopiero teraz
zauważyłam, że pada tu na mnie światło słoneczne. Biegnąc wiele razy
skręcałam – czyżby… to był labirynt?
Nie, to mało prawdopodobne. Wątpię, żeby komukolwiek chciałoby się
budować takiego giganta – i to z tyloma przejściami. Poza tym – głos z
megafonu nic nie mówił o dotarciu do jakiegoś celu.
Powoli szłam uliczkami, nie działo się na razie nic strasznego, jednak nie mogłam pozbyć się uczucia niepokoju.
Szłam długim korytarzem, już z daleka zobaczyłam, że można skręcić w
dwie drogi. Doszłam do rozstaju i zaczęłam zastanawiać się nad trasą.
Wtedy z prawego przejścia wybiegła jakaś osoba.
<Ktokolwiek?>