niedziela, 11 stycznia 2015

Od Leo

Tropiłem bestię już od kilku dni. Wreszcie dopadłem ją na skaju polany tuż przy wodospadzie. Skały otaczały zieloną przestrzeń z trzech stron, tworząc wąskie wejście u wylotu, którego stałem. Mocniej ścisnąłem w ręku czarną Mirtis. Karabin snajperski Remington M24A2, już nie raz uratował mi życie. Poza tym był jedyną pamiątką po ojcu, który zaginął w górach jakiś czas temu. Stwór wyglądem przypominający wilka tylko trzykrotnie większego z paszczą pełną dwóch rzędów ostrych kłów. Spoglądał na mnie czerwonymi ślepiami wypełnionymi rozumnym okrucieństwem. Zjeżył cienkie kolce jadowe pokrywające kark wyglądem przypominające sierść. Wymierzyłem broń, celując między oczy. Z odległości 600 metrów nie mogłem chybić. Chwila skupienia... Z gardzieli bestii wydobył się złowrogi bulgot przechodzący w niskie warczenie. Widziałem jak zwierz napiął mięśnie i pochylił sylwetkę nieco w przód gotowy do skoku. Ułamek sekundy mierzyliśmy się wzrokiem i nagle.... Ciemność.... Zgasłem jak zdmuchnięta świeca.
Ocknąłem się, czując ból rozsadzający czaszkę i pulsujący w skroniach. Otworzyłem oczy, próbując wstać. Lewą ręką namacałem karabin. Z trudem skupiłem wzrok na najbliższym otoczeniu. Stałem w wysokiej soczyście zielonej trawie. Po bestii nie było ani śladu... Kilkaset metrów przede mną majaczył wysoki żywopłot. Dostrzegłem w nim szeroką na półtorej metra przerwę, pozwalającą wkroczyć w... Labirynt? Niebo zasnute było ciężką warstwą chmur. Zapowiadała się burza, należało poszukać schronienia. Cichy dźwięk zwrócił moją uwagę. Nie byłem sam. o prawej i lewej stronie dostrzegłem pojedyncze sylwetki młodych ludzi. Najbliżej mnie stała średniego wzrostu blondynka, przez ułamek sekundy nasze oczy spotkały się. Nagle w ciszy zabrzmiał czyjś głos. Charczące słowa dochodziły z głośników zawieszonych wysoko na kilku słupach:
"Każdy z was należy do jednej z pięciu grup. Przepaski znajdujące się na waszych ramionach, określają wasz wariant do którego należycie. W każdej grupie przypada po 10 osób. Uczestnicy z danym kolorem są dla siebie sojusznikami, a reszta - wrogami. Zawody te mają na celu wyeliminowanie jak największej ilości ludzi. Przetrwać mogą MINIMUM dwie osoby danej barwy..!"
Zerknąłem na prawe przedramię, miałem opaskę w kolorze srebra. Nie dostrzegałem nigdzie wokół potencjalnych sojuszników. Ze złości zacisnąłem pięści. Gdzieś w tle rozpoczęło się odliczanie...

<Ktoś?>