Tropiłem bestię już od kilku dni. Wreszcie dopadłem ją na skaju polany
tuż przy wodospadzie. Skały otaczały zieloną przestrzeń z trzech stron,
tworząc wąskie wejście u wylotu, którego stałem. Mocniej ścisnąłem w
ręku czarną Mirtis. Karabin snajperski Remington M24A2, już nie raz
uratował mi życie. Poza tym był jedyną pamiątką po ojcu, który zaginął w
górach jakiś czas temu. Stwór wyglądem przypominający wilka tylko
trzykrotnie większego z paszczą pełną dwóch rzędów ostrych kłów.
Spoglądał na mnie czerwonymi ślepiami wypełnionymi rozumnym
okrucieństwem. Zjeżył cienkie kolce jadowe pokrywające kark wyglądem
przypominające sierść. Wymierzyłem broń, celując między oczy. Z
odległości 600 metrów nie mogłem chybić. Chwila skupienia... Z gardzieli
bestii wydobył się złowrogi bulgot przechodzący w niskie warczenie.
Widziałem jak zwierz napiął mięśnie i pochylił sylwetkę nieco w przód
gotowy do skoku. Ułamek sekundy mierzyliśmy się wzrokiem i nagle....
Ciemność.... Zgasłem jak zdmuchnięta świeca.
Ocknąłem się, czując ból rozsadzający czaszkę i pulsujący w skroniach.
Otworzyłem oczy, próbując wstać. Lewą ręką namacałem karabin. Z trudem
skupiłem wzrok na najbliższym otoczeniu. Stałem w wysokiej soczyście
zielonej trawie. Po bestii nie było ani śladu... Kilkaset metrów przede
mną majaczył wysoki żywopłot. Dostrzegłem w nim szeroką na półtorej
metra przerwę, pozwalającą wkroczyć w... Labirynt? Niebo zasnute było
ciężką warstwą chmur. Zapowiadała się burza, należało poszukać
schronienia. Cichy dźwięk zwrócił moją uwagę. Nie byłem sam. o prawej i
lewej stronie dostrzegłem pojedyncze sylwetki młodych ludzi. Najbliżej
mnie stała średniego wzrostu blondynka, przez ułamek sekundy nasze oczy
spotkały się. Nagle w ciszy zabrzmiał czyjś głos. Charczące słowa
dochodziły z głośników zawieszonych wysoko na kilku słupach:
"Każdy z was należy do jednej z pięciu grup. Przepaski znajdujące się na
waszych ramionach, określają wasz wariant do którego należycie. W
każdej grupie przypada po 10 osób. Uczestnicy z danym kolorem są dla
siebie sojusznikami, a reszta - wrogami. Zawody te mają na celu
wyeliminowanie jak największej ilości ludzi. Przetrwać mogą MINIMUM dwie
osoby danej barwy..!"
Zerknąłem na prawe przedramię, miałem opaskę w kolorze srebra. Nie
dostrzegałem nigdzie wokół potencjalnych sojuszników. Ze złości
zacisnąłem pięści. Gdzieś w tle rozpoczęło się odliczanie...
<Ktoś?>