Ułamałem niewielką gałązkę uwierającą mnie w plecy.
- Już ci mówiłem, nie zamierzam dać wciągnąć się w tą idiotyczną grę i
zabijać dla czyjegoś kaprysu. Jeśli ktoś dołączy, z mojej strony nie
musisz się niczego obawiać. Oczywiście nie ręczę za innych. - uniosłem
głowę, spoglądając w gwiazdy z trudem przedzierające się przez gęstą
koronę drzewa.
- A co, jeśli zostaniemy zaatakowani przez innych uczestników? - widać temat ją dręczył.
Przechyliłem ciało w bok, by lepiej widzieć dziewczynę na grubej gałęzi nieco wyżej.
- Zastanawiasz się czy stanę w twojej obronie? Każdy z porwanych chce
przeżyć i zapewne wielu zdradzi nawet członków własnej grupy, by dotrwać
do końca. Mogę ci jedynie obiecać, że pomogę sprzątnąć ewentualne
zagrożenie ze strony innych. Jeśli, jednak ktoś za twoja namową lub ty
sama postanowisz mnie zabić, to jako pierwsza przeniesiesz się na lepszy
świat. Mam nadzieję, że z twojej strony również mogę liczyć na to samo.
- przymknąłem oczy, nasłuchując nocnej ciszy.
Nie wiem, kiedy zasnąłem, nie usłyszawszy odpowiedzi sąsiadki z wyższej
gałęzi. Obudziłem się, gdy niebo pojaśniało lekko na wschodzie. Coś było
nie tak. Dziwny niepokój zagościł w umyśle jak cień czający się na
granicy pola widzenia. Gdzieś blisko gałązka złamała się z cichym
trzaskiem pod nieuważną stopą lub łapą. Przeszukałem wzrokiem najbliższą
okolicę drzewa na tyle, na ile pozwalały gęsto rosnące liście. Niestety
nie zdołałem wypatrzeć tajemniczego intruza. Czułem jedynie, że czai
się gdzieś w pobliżu. Powoli rozwiązałem linę wokół tułowia i nóg,
pozostawiając przywiązane do pnia plecak z Mirtis i kilkoma niezbędnymi
drobiazgami. Ostrożnie uchwyciłem gruby konar nad głową i podciągnąłem
się ostrożnie. Zdołałem bezszelestnie przejść na sąsiednią gałąź
odchodzącą od pnia zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od tej, na której
spała Birgitta. Zasłoniłem dziewczynie usta i instynktownie złapać
smukły nadgarstek dzierżący sztylet z ostrzem wymierzonym w moje gardło.
Brunetkę również musiał zbudzić tajemniczy szmer. Otworzyła oczy,
przeszywając mnie wściekłym spojrzeniem. Ruchem głowy wskazałem wysoką
trawę, w której węszył rdzawoszary kotowaty budową ciała przypominający
pumę z okazałymi kłami sterczącymi z paszczy jak u tygrysa
szablozębnego. Pchlarz najwidoczniej zwęszył nasz trop i zamierzał
urządzić sobie śniadanie o świcie. Dziewczyna ruchem oczu dała znać, iż
rozumie i powinienem ją puścić. Spodziewałem się w późniejszym terminie
nie lada kłótni z powodu nietypowej pobudki. Tak na ogół zachowywały się
nastolatki i kobiety, kiedy mijał stres, a mogły przecież od czasu do
czasu choć podziękować. Niestety miałem zbyt małe doświadczenie w
obchodzeniu się z płcią piękną, więc postanowiłem zachować ostrożność i
powrócić na swoją gałąź. Obserwowałem uważnie drapieżnika buszującego w
zieleni na dole. Mógłbym go z łatwością ustrzelić, niestety pomimo
tłumika ktoś w pobliżu mógł nas usłyszeć.
<Birgitto?>