piątek, 23 stycznia 2015

Od Leo Cd Birgitty

Ułamałem niewielką gałązkę uwierającą mnie w plecy.
- Już ci mówiłem, nie zamierzam dać wciągnąć się w tą idiotyczną grę i zabijać dla czyjegoś kaprysu. Jeśli ktoś dołączy, z mojej strony nie musisz się niczego obawiać. Oczywiście nie ręczę za innych. - uniosłem głowę, spoglądając w gwiazdy z trudem przedzierające się przez gęstą koronę drzewa.
- A co, jeśli zostaniemy zaatakowani przez innych uczestników? - widać temat ją dręczył.
Przechyliłem ciało w bok, by lepiej widzieć dziewczynę na grubej gałęzi nieco wyżej.
- Zastanawiasz się czy stanę w twojej obronie? Każdy z porwanych chce przeżyć i zapewne wielu zdradzi nawet członków własnej grupy, by dotrwać do końca. Mogę ci jedynie obiecać, że pomogę sprzątnąć ewentualne zagrożenie ze strony innych. Jeśli, jednak ktoś za twoja namową lub ty sama postanowisz mnie zabić, to jako pierwsza przeniesiesz się na lepszy świat. Mam nadzieję, że z twojej strony również mogę liczyć na to samo. - przymknąłem oczy, nasłuchując nocnej ciszy.
Nie wiem, kiedy zasnąłem, nie usłyszawszy odpowiedzi sąsiadki z wyższej gałęzi. Obudziłem się, gdy niebo pojaśniało lekko na wschodzie. Coś było nie tak. Dziwny niepokój zagościł w umyśle jak cień czający się na granicy pola widzenia. Gdzieś blisko gałązka złamała się z cichym trzaskiem pod nieuważną stopą lub łapą. Przeszukałem wzrokiem najbliższą okolicę drzewa na tyle, na ile pozwalały gęsto rosnące liście. Niestety nie zdołałem wypatrzeć tajemniczego intruza. Czułem jedynie, że czai się gdzieś w pobliżu. Powoli rozwiązałem linę wokół tułowia i nóg, pozostawiając przywiązane do pnia plecak z Mirtis i kilkoma niezbędnymi drobiazgami. Ostrożnie uchwyciłem gruby konar nad głową i podciągnąłem się ostrożnie. Zdołałem bezszelestnie przejść na sąsiednią gałąź odchodzącą od pnia zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od tej, na której spała Birgitta. Zasłoniłem dziewczynie usta i instynktownie złapać smukły nadgarstek dzierżący sztylet z ostrzem wymierzonym w moje gardło. Brunetkę również musiał zbudzić tajemniczy szmer. Otworzyła oczy, przeszywając mnie wściekłym spojrzeniem. Ruchem głowy wskazałem wysoką trawę, w której węszył rdzawoszary kotowaty budową ciała przypominający pumę z okazałymi kłami sterczącymi z paszczy jak u tygrysa szablozębnego. Pchlarz najwidoczniej zwęszył nasz trop i zamierzał urządzić sobie śniadanie o świcie. Dziewczyna ruchem oczu dała znać, iż rozumie i powinienem ją puścić. Spodziewałem się w późniejszym terminie nie lada kłótni z powodu nietypowej pobudki. Tak na ogół zachowywały się nastolatki i kobiety, kiedy mijał stres, a mogły przecież od czasu do czasu choć podziękować. Niestety miałem zbyt małe doświadczenie w obchodzeniu się z płcią piękną, więc postanowiłem zachować ostrożność i powrócić na swoją gałąź. Obserwowałem uważnie drapieżnika buszującego w zieleni na dole. Mógłbym go z łatwością ustrzelić, niestety pomimo tłumika ktoś w pobliżu mógł nas usłyszeć.

<Birgitto?>