piątek, 16 stycznia 2015

Od Shiki CD Vanitas'a

Wyciągnęłam spod bluzy, niewielką, zakrwawioną świeczkę i wyprostowałam trzęsącymi się z zimna palcami, szary knot.
- Gorgorn nie jest człowiekiem - powiedziałam krótko i zwięźle.
Szczerze, nie chciałam o nim mówić. Podopieczni sierocińca często się ze mnie śmiali i uważali za głupca, gdyż opowiadałam niesamowite historie o smokopodobnym zwierzęciu, które zamiast oczu ma pięć receptorów słuchowych.
- W takim razie czym "on" jest?
- Czymś... - wyszeptałam, po czym ścisnęłam mocno pudełko po zapałkach.- Czymś dziwnym. - stanęłam na palcach i wyciągnęłam ręce do góry.- Jest bardzo wysoki, zamiast skóry ma pancerz, przypominający taki jaki nosi na swoim grzebiecie żółw. Ma długie kończyny i ostre pazury, przypominające brzytwę. Z tyłu głowy ma taką wypukłość, usianą kolcami, dzięki temu wydaje głośne ryki. Nie ma oczu, a jego pysk zdobi rząd ostrych zębów. Ciało Gorgorna, kończy się długim, silnym ogonem, zakończonym czymś w rodzaju ostrza włóczni.
Chłopak popatrzył się na mnie ze zdziwieniem.
- Gdzie ty takie stworzenie widziałaś!? - wydał z siebie, niski pomruk, a mi od razu się to nie spodobało.
- Jak mi się będzie chciało, to ci go pokażę... - syknęłam oschłym tonem i usiadłam z powrotem na ziemi, opierając plecy i głowę o twardy parapet.
- Jak uważasz - odpowiedział Vanitas, uśmiechając się lekko.- Stanę teraz na warcie i w razie czego cię obudzę..
- Nie kłopocz się - wstałam i podniosłam z ziemi nóż.- Jak już zasnę, to mnie nie będziesz w stanie obudzić. Nie lubię spać, pierwsza będę strzegła tego domu.
- Ale..
- Nie ma ale. Będzie tak jak powiedziałam i koniec - zaczęłam wymachiwać nożem.
Widziałam, że przez swój kompleks niższego wzrostu wychodzę na małe dziecko, bawiące się ostrym przedmiotem. W głowie natłoczyły mi się różne dosyć dziwne myśli, jedna z nich mówiła dosyć głośno i odbijała się echem takie zdanie jak "O nie Shiki, zaraz się skaleczy! Shiki odstaw, kochanie ten nóż, jest niebezpieczny! Pokroję ci te gałki oczne..."
***
Czułam jak chłód wdziera mi swoje brudne ręce pod ubranie, paraliżując swym urokiem całe ciało. Mokra koszulka, stała się bardziej sztywna, dlatego co jakiś czas musiałam wiercić się w miejscu, by nie przywarła na dobre do ciała. Ścisnęłam w dłoniach nóż, czując jak jego rączka wbija mi się w palce. Owa broń nie była moją wymarzoną, co ujawniło się podczas ataku wilkora. Gdybym posiadała katanę, posiekałabym jednym cięciem owego zmutowanego wilczka.
- Spokojnie, na pewno gdzieś z tych domów czeka na ciebie, leżąc na stole, owy miecz zwany Shusui (Czysta Jesienna Woda). Jestem tego w stu procentach pewna.
Poczułam nagły przypływ siły wiatru i natychmiast zerwałam się z chłodnej ziemi. Szelest liści, obudził mnie ze stanu melancholii, tylko dlatego bym ujrzała czyiś cień w odmętach lampy, która świeciła się kilkanaście metrów przede mną. Moje ciało ogarnęła fala wahania - iść, upewnić się i zabić czy zostać, grzecznie, czekać.
Cień zniknął po chwili, kiedy usłyszałam ryk dobiegający z głębi lasu naprzeciwko domku.
- To Gorgorn - oczy zaszkliły mi się.
Jakby zahipnotyzowana ruszyłam w kierunku skąd dobiegał królewski głos mojego "przyjaciela".
- Skoro już cię odnalazłam, chłopak nie będzie mi potrzebny - wyszeptałam i rzuciłam nóż w stronę progu drzwi, z cichym trzaskiem uderzył o ścianę i upadł płasko na trawę.
Zaczęłam biec w stronę lasu, kilka razy się oglądając, jakbym nie chciała czegoś zapomnieć. Zwolniłam będąc na polanie tuż przed lasem. Woda napłynęła mi do butów, a ja wzdrygnęłam się. Nie umiałam pływać. Gdy tylko czułam wodę pod stopami, moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Powoli ruszyłam, przez bagna. nagle poczułam jak coś ciągnie mnie za kostkę. Spojrzałam w bok by ujrzeć tylko niewyraźny zarys sylwetki zmutowanego chowańca. Stworzenie, wydawało dziwne dźwięki przypominające odgłos skrzypienia butów pod mokrym żwirem. Na jego śliskim ciele odbijało się światło latarni. Uni0osłam nogę i przygwoździłam łeb stworzenia do ziemi, słysząc głośny pisk. Coś uniosło mnie do góry i zawisłam głową w dół.
- ROHAN! - wykrzyknęłam przestraszonym głosem, próbując jakoś wyjść z pułapki.
Rohan był jednym ze stworzeń głównych, tak samo jak Gorgorn. Cały labirynt dzielił się na trzy części; miasto, rzeki i jeziora oraz las i jaskinie. Ogromna żaba (Rohan) o dwóch językach i dziesięciu oczach zajmowała część labiryntu rzek i jezior, podczas gdy Gorgorn królował w leśnych odstępach i jaskiniach. Moja broń przepadła, więc nie pozostawało mi nic innego jak ugryzienie wielkiego potwora w język. Wbiłam swoje zęby w jego śliski język, czując wstręt i obrzydzenie. Rohan uderzył moim ciałem o ziemię i podrzucił je do góry, wymachując sparaliżowanym językiem. Uderzyłam bezwładnie w taflę wodę, okolicznego jeziora. Woda sięgała mi do podbródka, a ja ledwie powstrzymując się od krzyku rozpaczy chwyciłam się wystającego korzenia drzewa, który mieścił się między lewym, a prawem brzegiem koryta.
- Kurde... - złapałam się za głowę, wbijając stopę w wystającą część drzewa.
Tak bardzo pragnęłam stąd iść. Tak bardzo boję się wody.
- Gdzie jesteś Gorgornie, kiedy cię potrzebuję? - powiedziałam cicho, zamykając oczy, by nie widzieć głębi wody, która mnie otaczała.
Rohan uciekł po tym jak usłyszał ryk smokopodobnego stwora.
- Nie chcę niczyjej pomocy... Dam sobie radę sama! - syknęłam widząc zarys rybiej sylwetki pod wodą.
< Venitas? Sorki, że tak długo - szkoła ;-; >