Wyciągnęłam spod bluzy, niewielką, zakrwawioną świeczkę i wyprostowałam trzęsącymi się z zimna palcami, szary knot.
- Gorgorn nie jest człowiekiem - powiedziałam krótko i zwięźle.
Szczerze, nie chciałam o nim mówić. Podopieczni sierocińca często się ze
mnie śmiali i uważali za głupca, gdyż opowiadałam niesamowite historie o
smokopodobnym zwierzęciu, które zamiast oczu ma pięć receptorów
słuchowych.
- W takim razie czym "on" jest?
- Czymś... - wyszeptałam, po czym ścisnęłam mocno pudełko po zapałkach.-
Czymś dziwnym. - stanęłam na palcach i wyciągnęłam ręce do góry.- Jest
bardzo wysoki, zamiast skóry ma pancerz, przypominający taki jaki nosi
na swoim grzebiecie żółw. Ma długie kończyny i ostre pazury,
przypominające brzytwę. Z tyłu głowy ma taką wypukłość, usianą kolcami,
dzięki temu wydaje głośne ryki. Nie ma oczu, a jego pysk zdobi rząd
ostrych zębów. Ciało Gorgorna, kończy się długim, silnym ogonem,
zakończonym czymś w rodzaju ostrza włóczni.
Chłopak popatrzył się na mnie ze zdziwieniem.
- Gdzie ty takie stworzenie widziałaś!? - wydał z siebie, niski pomruk, a mi od razu się to nie spodobało.
- Jak mi się będzie chciało, to ci go pokażę... - syknęłam oschłym tonem
i usiadłam z powrotem na ziemi, opierając plecy i głowę o twardy
parapet.
- Jak uważasz - odpowiedział Vanitas, uśmiechając się lekko.- Stanę teraz na warcie i w razie czego cię obudzę..
- Nie kłopocz się - wstałam i podniosłam z ziemi nóż.- Jak już zasnę, to
mnie nie będziesz w stanie obudzić. Nie lubię spać, pierwsza będę
strzegła tego domu.
- Ale..
- Nie ma ale. Będzie tak jak powiedziałam i koniec - zaczęłam wymachiwać nożem.
Widziałam, że przez swój kompleks niższego wzrostu wychodzę na małe
dziecko, bawiące się ostrym przedmiotem. W głowie natłoczyły mi się
różne dosyć dziwne myśli, jedna z nich mówiła dosyć głośno i odbijała
się echem takie zdanie jak "O nie Shiki, zaraz się skaleczy! Shiki
odstaw, kochanie ten nóż, jest niebezpieczny! Pokroję ci te gałki
oczne..."
***
Czułam jak chłód wdziera mi swoje brudne ręce pod ubranie, paraliżując
swym urokiem całe ciało. Mokra koszulka, stała się bardziej sztywna,
dlatego co jakiś czas musiałam wiercić się w miejscu, by nie przywarła
na dobre do ciała. Ścisnęłam w dłoniach nóż, czując jak jego rączka
wbija mi się w palce. Owa broń nie była moją wymarzoną, co ujawniło się
podczas ataku wilkora. Gdybym posiadała katanę, posiekałabym jednym
cięciem owego zmutowanego wilczka.
- Spokojnie, na pewno gdzieś z tych domów czeka na ciebie, leżąc na
stole, owy miecz zwany Shusui (Czysta Jesienna Woda). Jestem tego w stu
procentach pewna.
Poczułam nagły przypływ siły wiatru i natychmiast zerwałam się z
chłodnej ziemi. Szelest liści, obudził mnie ze stanu melancholii, tylko
dlatego bym ujrzała czyiś cień w odmętach lampy, która świeciła się
kilkanaście metrów przede mną. Moje ciało ogarnęła fala wahania - iść,
upewnić się i zabić czy zostać, grzecznie, czekać.
Cień zniknął po chwili, kiedy usłyszałam ryk dobiegający z głębi lasu naprzeciwko domku.
- To Gorgorn - oczy zaszkliły mi się.
Jakby zahipnotyzowana ruszyłam w kierunku skąd dobiegał królewski głos mojego "przyjaciela".
- Skoro już cię odnalazłam, chłopak nie będzie mi potrzebny -
wyszeptałam i rzuciłam nóż w stronę progu drzwi, z cichym trzaskiem
uderzył o ścianę i upadł płasko na trawę.
Zaczęłam biec w stronę lasu, kilka razy się oglądając, jakbym nie
chciała czegoś zapomnieć. Zwolniłam będąc na polanie tuż przed lasem.
Woda napłynęła mi do butów, a ja wzdrygnęłam się. Nie umiałam pływać.
Gdy tylko czułam wodę pod stopami, moje nogi odmawiały posłuszeństwa.
Powoli ruszyłam, przez bagna. nagle poczułam jak coś ciągnie mnie za
kostkę. Spojrzałam w bok by ujrzeć tylko niewyraźny zarys sylwetki
zmutowanego chowańca. Stworzenie, wydawało dziwne dźwięki przypominające
odgłos skrzypienia butów pod mokrym żwirem. Na jego śliskim ciele
odbijało się światło latarni. Uni0osłam nogę i przygwoździłam łeb
stworzenia do ziemi, słysząc głośny pisk. Coś uniosło mnie do góry i
zawisłam głową w dół.
- ROHAN! - wykrzyknęłam przestraszonym głosem, próbując jakoś wyjść z pułapki.
Rohan był jednym ze stworzeń głównych, tak samo jak Gorgorn. Cały
labirynt dzielił się na trzy części; miasto, rzeki i jeziora oraz las i
jaskinie. Ogromna żaba (Rohan) o dwóch językach i dziesięciu oczach
zajmowała część labiryntu rzek i jezior, podczas gdy Gorgorn królował w
leśnych odstępach i jaskiniach. Moja broń przepadła, więc nie
pozostawało mi nic innego jak ugryzienie wielkiego potwora w język.
Wbiłam swoje zęby w jego śliski język, czując wstręt i obrzydzenie.
Rohan uderzył moim ciałem o ziemię i podrzucił je do góry, wymachując
sparaliżowanym językiem. Uderzyłam bezwładnie w taflę wodę, okolicznego
jeziora. Woda sięgała mi do podbródka, a ja ledwie powstrzymując się od
krzyku rozpaczy chwyciłam się wystającego korzenia drzewa, który mieścił
się między lewym, a prawem brzegiem koryta.
- Kurde... - złapałam się za głowę, wbijając stopę w wystającą część drzewa.
Tak bardzo pragnęłam stąd iść. Tak bardzo boję się wody.
- Gdzie jesteś Gorgornie, kiedy cię potrzebuję? - powiedziałam cicho,
zamykając oczy, by nie widzieć głębi wody, która mnie otaczała.
Rohan uciekł po tym jak usłyszał ryk smokopodobnego stwora.
- Nie chcę niczyjej pomocy... Dam sobie radę sama! - syknęłam widząc zarys rybiej sylwetki pod wodą.
< Venitas? Sorki, że tak długo - szkoła ;-; >